Mój pierwszy dzień w pracy
Pierwszy dzień w pracy to burza emocji. Nie wiadomo czy skakać ze szczęścia, że w końcu wychodzę z domu, czy szlochać w rękaw ze smutku, że właśnie zostawiam swoje dziecko na cały dzień pod opieką Cioć ze żłobka.
Poranek z zadyszką
Otwieram oko i czuję presję czasu. Jak błyskawicznie ogarnąć i siebie i córkę, nie mając odpowiedniego treningu? Szybki prysznic, pospieszny make up, raz-dwa fryzura, sukienka i cała moja uwaga przenosi się na córkę. Uff, nie jest źle – na wszystko potrzebowałyśmy godzinki. Do pracy miałam na 8:00, więc żeby zdążyć zahaczyć o żłobek, musiałyśmy wyjść o 7:00. I tak się stało. Bianka chyba czuła, że dzień jest niezwykły, bo posłusznie wypiła mleczko, ładnie się ubrała i z chęcią wyszła z domu – może dlatego, że tak naprawdę nie wiedziała, co ją jeszcze czeka…
Tymczasem pogoda wcale nie zachęcała do pośpiechu – słońce grzało przyjemnie, rozpuszczając stres i nakłaniając do uśmiechu, a ja nie należę do mruków, więc idąc z Bianką, uśmiechałam się ciekawa, co przyniesie dzień.
Płacze dziecko – płacze mama
Ten 10-minutowy spacer z wózkiem bardzo dobrze mi zrobił, mogłam pooddychać świeżym powietrzem i pomyśleć. Gdy dotarłyśmy na miejsce, zmieniłam Biance tylko buciki i ruszyłyśmy na salę. Niestety tym razem nie było tak kolorowo i gdy zamykały się za nią drzwi, wyciągnęła rączki w moją stronę, zanosząc się donośnym płaczem. Starałam się zachować zimną krew i nie płakać przy niej, dlatego pozwoliłam dać upust emocjom dopiero, gdy zniknę jej z oczu. Jak tylko wyszłam ze żłobka, wybuchłam płaczem. Usiadłam na ławce, wzięłam głęboki wdech i wydech, i poszłam na autobus. Sądziłam, że rozstanie z nią będzie dla mnie prostsze. Nie spodziewałam się, że tak bardzo się do niej przywiązałam, że każda chwila bez niej będzie takim ciosem w serce. Może to przez to, że tyle czasu byłyśmy tylko we dwie (Tata przez większą część dnia był w pracy) i praktycznie wszystko robiłyśmy razem? Zazdrościłam w tym momencie Mamom, które zostawiają swoje pociechy i wychodzą uśmiechnięte od ucha do ucha, pędząc do swoich spraw.
Nowa wśród obcych
Całą drogę autobusem wciskałam łzy do oczu, żeby się nie rozkleić. W końcu dotarłam do pracy. Serducho waliło mi jak młot. Po wejściu do budynku ujrzałam grupę zupełnie obcych mi dziewczyn. Przywitałam się i czekałam na osobę, która miała mnie poprowadzić tego pierwszego dnia i przekazać nowe obowiązki. Gdy uchyliły się drzwi jednej z sal, ujrzałam koleżankę z dawnej kadry. Cieszyłam się, że jest choć jedna osoba, którą znam. Podeszłam do niej i ponownie wybuchłam płaczem. Przytuliła mnie i spytała, co się stało. Wyżaliłam się jej, bo tego właśnie w tym momencie potrzebowałam – pomocnego ramienia, na którym będę mogła się oprzeć. Dzięki temu, ulżyło mi trochę, uspokoiłam się, poszłam poprawić się do łazienki i wróciłam do moich nowych koleżanek z pracy.
Widziałam, że dziewczyny też są zdystansowane. Nie tylko one były dla mnie nowe, ja dla nich też. W pomieszczeniu panowała cisza. Otrzymałam spis moich obowiązków oraz zadania na dzisiejszy dzień. Cieszyłam się, że jest osoba, która pokieruje mną w ten pierwszy dzień i po prostu zada mi robotę, ponieważ wiedziałam, że dzięki temu skupię się na wykonywaniu pracy.
Koty za płoty
Z godziny na godzinę było coraz lepiej, humor się poprawiał a strach mijał. Zaczęłam poznawać nowe dziewczyny, przełamałyśmy pierwsze lody, a moje koleżanki okazały się miłe i naprawdę starały się, abym czuła się dobrze. Na pewno widziały, że też jest mi ciężko. Wdrażałam się w nowe obowiązki i czekałam do końca dnia, aby dowiedzieć się, jak tam poradziła sobie moja mała Królewna.
Gdy wybiła 15:30, złapałam za telefon, aby dowiedzieć się, czy może Mąż zdążył zabrać ją już ze żłobka i zmierzają w moją stronę – mieliśmy spotkać się pod moją pracą. Biegłam do nich cała w skowronkach! Ponoć Bianka na widok Taty również bardzo się ucieszyła. Jak dobrze mieć za sobą ten pierwszy dzień. Po powrocie do domu nadrobiłyśmy stracony czas razem na zabawie i przytulaskach.
Pierwsze koty za płoty, mam nadzieję, że każdy kolejny dzień będzie coraz łatwiejszy. Tamtego dnia najbardziej potrzebowałam wsparcia bliskich, dobrego słowa. Warto się komuś wygadać i dać upust emocjom. Dla mnie bliskość to lek na całe zło.
Ania Roman