Jak to jest, że często inne matki tak chętnie krytykują inne, że mają tak przeogromną potrzebę patrzenia na ręce innych matek?
Decyzja o terminie powrotu do pracy jest decyzją bardzo indywidualną. Niektóre kobiety wykorzystują dzieci jako „wymówkę”, by nie podejmować się aktywności zawodowej nawet przez 8‑10 lat, bo jak twierdzą, nie mają co zrobić z dzieckiem. Inne chcą szybko wrócić do trybu pracy, bo zdają sobie sprawę z sytuacji na rynku pracy. Dylemat matki powracającej często boryka się z popularnymi w sieci zjawiskami jak „mom shaming” czy „self blaming”.
Decyzja o powrocie sama w sobie nie jest łatwa, mamuśki często rozważają, co zyskają a co stracą, analizują wszystkie za i przeciw. Najczęściej skłaniają się do powrotu ze względów finansowych, bo należy spłacić kredyt, bo jakoś trzeba związać koniec z końcem. Zdarzają się też „okazje”, wyjątkowe oferty pracy z perspektywą dalekosiężną, bardzo rozwojową, albo wręcz groźbą utraty pracy po powrocie (z zachowaniem zasad o których pisaliśmy w artykule Mama wraca do pracy!)
Zawstydzanie przez inne matki tekstami „nie szkoda Ci”, albo „wiesz ile Cię ominie” nie pomagają. Sprawiają, że mamy niechętnie opowiadają o swoich maleństwach w domu, a przecież radość z dorastania maluszka jest taka sama jak tych mam które postanowiły zostać w domu dłużej. Wyrzuty sumienia jakie wzbudza postawa „koleżanek” nie sprzyja ani pracy ani samopoczuciu poza nią.

Gdzie jest złoty środek? Poniżej przeczytajcie historię jednej z matek, która opowiedziała o swojej decyzji:
„Wróciłam do pracy kiedy synek miał 6 miesięcy, bardzo cieszyłam się z możliwości podjęcia aktywności zawodowej po przerwie związanej z ciążą i porodem. Długo analizowaliśmy z partnerem wszystkie argumenty, wygrało poczucie odpowiedzialności za zobowiązania i przyszłość nie tylko naszą jako rodziców, ale przede wszystkim naszych dzieci. Chciałam być przykładem dla innych mam, że da się połączyć macierzyństwo z pracą, że będzie to też wzór dla moich starszych dzieci. Byłam pewna, że wątpliwości rozwieją moje przyjaciółki i koledzy z pracy. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Pojawiły się komentarze, że młody nie jest gotowy na rozstanie z mamą, że jestem wyrodną matką i karierowiczką i nic poza kasą się dla mnie nie liczy, że myślę tylko o sobie!
Początkowo nie mogłam sobie poradzić z presją otoczenia, coraz częściej miałam wyrzuty sumienia i rozważałam rezygnację z pracy. Na szczęście mam mądrego partnera! To on pokazał mi jak samodzielne są nasze dzieci nie dlatego, że jesteśmy przy nich, ale właśnie dlatego, że czerpią z naszego przykładu bardzo wiele, nie boją się wyzwań. Dlatego, że dajemy im możliwość samodecydowania w bezpiecznych warunkach, bycia indywiduum i uczenia się przebywania z innymi ludźmi. Poprosił naszą nianię, by nagrywała filmiki w ciągu dnia z tego jak dobrze nasz młody bawi się beze mnie (to cudowne pamiątki) i jak dużo osiągam w pracy. Uświadomił mi, że siedząc w domu gasłam, że brakowało mi równowagi, tej między życiem prywatnym i aspiracjami zawodowymi. Dziś jestem mądrzejsza i już nie wątpię, że zrobiłam dobrze! Moje poczucie spełnienia przekłada się na życie rodzica, nie ma we mnie frustracji, poczucia „bezsensu”. Uważam, ze każda z nas jest inna jako kobieta i jako matka i powinniśmy pozwolić sobie nawzajem na WOLNOŚĆ WYBORU, tak wymowną właśnie teraz!”