„Będziesz kiedyś świetną mamą” – a co jeśli nie? Po wielu latach pracy z dziećmi zaczęłam się zastanawiać czy kiedyś chcę mieć własne.
Prawie 27 lat stażu z chorobą przewlekłą – cukrzycą typu 1 oraz ciężkie przeżycia związane z chorobą taty sprawiły, że poważnie zaczęłam się nad tym zastanawiać. Ale kiedy pewnego dnia mój mąż zadał pytanie: a może się postaramy? Bez wahania odpowiedziałam: no pewnie! Mało tego, po dwóch wizytach u specjalistów, kiedy dostałam zielone światło na zajście w ciążę, udało się za pierwszym razem.
Pierwsze zawodowe początki
Zanim jednak Robert wywrócił mój świat do góry nogami byłam wszędzie, dosłownie. Dzień bez wyjścia z domu, zorganizowania czegoś był dniem straconym. W końcu zaczęłam pracę jako wychowawca kolonijny, a następnie logistyk na kolonijnym ośrodku w olsztyńskim biurze podróży. Pewnie gdyby nie koniec dzierżawy ośrodka nadal bym tam pracowała. Potem przez pewien czas byłam instruktorem tańca dla dzieci, ale cukrzyca postanowiła, że to jednak za ciężka praca dla mnie. I tak rozpoczęłam pracę w firmie eventowej. Prawie 4 lata fizycznej i umysłowej pracy. Myślenie i kreatywność na najwyższych obrotach. Spanie w sezonie po 2 godziny na dobę i wyjazdy na eventy wieczorne 5 nocy z rzędu, a każdy z nich był w innej części Polski. Wtedy też zeszłam się z moim aktualnym mężem, to jedyny mężczyzna, w którym zakochałam się 2 razy!
Nadszedł czas, w którym stwierdziłam, że praca dla kogoś nie jest dla mnie. Nie mogę robić wszystkiego co uważam za słuszne i czułam się często niesprawiedliwie oceniana. Wtedy spełniłam swoje marzenie – założyłam agencję ślubną. Wedding planner to według mnie najpiękniejszy zawód świata. Ta praca to moja pasja. Piękne realizacje, praca pod presją czasu, wiecznie w trasie, wizje lokalne. Wtedy czuję, że żyję.
Firmę prowadzę sama, ja decyduję co napiszę na moim profilu, jak będzie wyglądała moja strona, jakie zorganizuję sesje stylizowane, wydarzenia, co robię w danym dniu, miesiącu i roku. A przede wszystkim jak współpracuję z parą młodą. Mogę o tym pisać i rozmawiać godzinami, bo to jest spełnienie moich marzeń.
Przyjście na świat mojego syna
Gdy Robert pojawił się w naszym życiu cieszyliśmy się niezmiernie. Pragnęliśmy mieć synka, jednak nie sądziłam, że tak szybko zajdę w ciążę, a przez to nie byłam kompletnie gotowa psychicznie do bycia mamą. Akurat wtedy był pierwszy lockdown. Zamknęli mnie – 200% ekstrawertyzmu w domu i zabronili pracować. Trzeci trymestr to była katorga: makrosomia płodu spowodowana cukrzycą, zatrucie ciążowe, cholestaza, nadciśnienie i zapalenie układu moczowego. Nie spałam po nocach z bólu, ale wiedziałam, że dam radę, dla mojego syna. Miałam mieć planowe cesarskie cięcie, ale mój Robokop postanowił, że wyjdzie wcześniej i tak w 35 tygodniu już był z nami.
Gdy po 2 tygodniach pobytu w szpitalu wróciliśmy do domu byłam szczęśliwa i kompletnie przerażona. Nigdy nie miałam do czynienia z niemowlakiem i chociaż umiałam się nim zajmować bez problemu, w głowie krążyły mi okrutne myśli, że zamiast zyskać coś pięknego, to coś straciłam. Zadawałam sobie pytanie: Co z moją firmą? Jak będę pracowała? Co z pracą całymi dniami, którą uwielbiałam? Co z wyjazdami? Zdałam sobie wtedy sprawę, że wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie zdążyło to do mnie dotrzeć. Żyłam przez kilka tygodni w wielkiej rozterce, bo chciałam być z Robertem 24 h/dobę.
Jednocześnie nie wyobrażałam sobie rezygnować z mojej pasji i agencji, której poświęciłam tyle czasu, serca i pieniędzy. Nie pamiętam ile razy rozmawiałam z mężem o tym, jak pogodzę macierzyństwo z prowadzeniem firmy, a do tego z realizacją ślubów. I gdyby nie on oraz pomoc mojej mamy i teściów nie wiem, jak to by się skończyło.
Powrót do pracy po porodzie
Wróciłam do pracy 5 tygodni po porodzie, będąc jeszcze w połogu. Dzięki niej czułam, że żyję. Z radością robiłam przerwy od komputera i biegłam do mojego synka. Gdy Robert spał dzieliłam każdą chwilę na czas dla siebie, dla domu, ale przede wszystkim na pracę. Kiedy mówi się mamie: śpij, kiedy dziecko śpi, ja wtedy obmyślałam nową strategię, czytałam książki, oglądałam wieczorne webinary, pisałam artykuły, posty. A kiedy wstawał byłam tylko i wyłącznie z nim. Tymczasem Robert spał coraz mniej, a pracy było coraz więcej – m.in ze względu na wiele zmian wewnątrz firmy. Uratowały mnie trochę kolejne lockdowny, kiedy Piotrek siedział z Robertem, a ja pracowałam tak szybko i tak dużo, jak tylko mogłam. W tej chwili pracuje na bieżąco, rozpoczynając dzień od wykonania najpilniejszych spraw. Wszystkie inne sprawy załatwiam kiedy synek ma drzemkę lub wieczorem, kiedy już smacznie śpi.
Gdy praca zmuszała mnie do wyjazdu, Piotrek by położyć Małego spać zakładał moją bluzę, żeby Robert czuł zapach mamy. Czasem przyjeżdżała moja mama lub zostawiałam Robcia u teściów, którzy mieli więcej wprawy w zajmowaniu się takim maleństwem. Teraz wszyscy rodzice bez problemu bawią się z Robem, który po mamie jest mieszanką wybuchową. Wszystko go interesuje, a buzia mu się nie zamyka. Kiedy mam więcej pracy proszę moją mamę aby przyszła i zajęła się Robertem. On jest przeszczęśliwy, bo babcia z nim wariuje, a mama jest obok. Gdy Piotrek jest w domu zajmujemy się Robciem na zmianę.
Zawsze wiedziałam, że nie będę typową „mamą kurą”, która siedzi tylko i wyłącznie z dzieckiem. Jestem szczęśliwa z tego powodu jak wygląda moje życie. Mam najwspanialszą na świecie rodzinę. Codziennie dziękuję Bogu za takie szczęście i radość każdego dnia, gdy patrzę na moje dziecko i gdy mąż wraca z pracy.
Mam wyjątkową pracę, która jest jednocześnie moją pasją. Dzięki temu kiedy tego potrzebuję zamykam się w moim świecie i myślami mogę odpływać ku kolejnym, wspaniałym realizacjom ślubnym.
Agnieszka Kamieniecka
Zaplanuj ze mną swój ślub!